Heurystyka dostępności — Dlaczego pamiętamy dramaty medialne lepiej niż statystyki?

Heurystyka dostępności — Dlaczego pamiętamy dramaty medialne lepiej niż statystyki?

Wyobraź sobie, że planujesz wakacyjny wyjazd. Właśnie obejrzałeś w wiadomościach relację z katastrofy lotniczej. Nagle pomysł podróży samolotem wydaje Ci się znacznie bardziej ryzykowny, niż jeszcze wczoraj. Wsiadasz więc w samochód — statystycznie znacznie bardziej niebezpieczny środek transportu — z poczuciem, że podjąłeś „bezpieczniejszą" decyzję. To nie jest błąd logiczny, na który jesteś odporny. To mechanizm wbudowany w Twój mózg, który kształtował się przez tysiące lat ewolucji.

Czym jest heurystyka dostępności?

Heurystyka dostępności (ang. availability heuristic) to skrót myślowy, który sprawia, że oceniamy prawdopodobieństwo zdarzeń na podstawie tego, jak łatwo przychodzą nam do głowy ich przykłady. Im szybciej coś sobie przypominamy, tym bardziej prawdopodobne nam się to wydaje — niezależnie od rzeczywistych statystyk.

Termin ten wprowadzili do psychologii izraelscy badacze Amos Tversky i Daniel Kahneman w przełomowej pracy z 1973 roku. W swoich eksperymentach odkryli, że ludzie systematycznie przeceniają częstotliwość zdarzeń, które są żywe, emocjonalne lub często pokazywane w mediach — nawet gdy dowody statystyczne wskazują na coś zupełnie innego.

W jednym z klasycznych eksperymentów Tversky i Kahneman pytali uczestników: „Czy w losowym angielskim tekście więcej jest słów zaczynających się na literę K, czy słów, w których K jest trzecią literą?" Zdecydowana większość odpowiadała, że słów zaczynających się na K jest więcej. W rzeczywistości jest odwrotnie — ale słowa zaczynające się od K przychodzą nam do głowy znacznie łatwiej, co tworzy złudzenie ich większej częstotliwości.

Kiedy strach przed lataniem zabija więcej niż terroryzm

Najbardziej tragiczną ilustracją heurystyki dostępności są wydarzenia po zamachach z 11 września 2001 roku. Psycholog Gerd Gigerenzer z Instytutu Maxa Plancka w Berlinie przeanalizował dane z amerykańskiego Departamentu Transportu i odkrył coś wstrząsającego.

W ciągu trzech miesięcy po atakach terrorystycznych — od października do grudnia 2001 roku — na amerykańskich drogach zginęło o 353 osób więcej, niż wynikałoby to ze średniej z poprzednich lat. To więcej niż 266 pasażerów, którzy zginęli na pokładach czterech porwanych samolotów.

Mechanizm był prosty: przerażające obrazy płonących wież były tak żywe i dostępne w pamięci, że miliony Amerykanów postanowiły unikać samolotów i wybrały samochody. Dane z lotnictwa potwierdzają ogromny spadek liczby pasażerów, podczas gdy ruch drogowy wzrósł o niemal 3%. Ironia polega na tym, że statystycznie latanie było — i pozostaje — znacznie bezpieczniejsze niż jazda samochodem. Strach przed „ryzykiem grozy" (ang. dread risk), jak określa to Gigerenzer, pchnął ludzi w ramiona znacznie realniejszego zagrożenia.

Późniejsze badania Gigerenzera i Wolfganga Gaissmaiera wykazały, że efekt ten był najsilniejszy w stanach bliżej Nowego Jorku oraz w regionach o rozbudowanej infrastrukturze drogowej. Terroryści — jak konkludują badacze — uderzyli dwukrotnie: najpierw bezpośrednio, zabijając tysiące ludzi, a potem pośrednio, poprzez strach, który wywoływał ryzykowne zachowania.

Daniel Kahneman ujął to zjawisko precyzyjnie w książce Pułapki myślenia (ang. Thinking, Fast and Slow):

„Ludzie oceniają względną ważność spraw na podstawie łatwości, z jaką przychodzą im do głowy — a ta w dużej mierze zależy od zasięgu relacji medialnych. Tematy często przywoływane zajmują miejsce w naszych umysłach, podczas gdy inne znikają ze świadomości."

Lato rekina — gdy media tworzą epidemię, której nie ma

Latem 2001 roku, jeszcze przed zamachami na World Trade Center, Ameryka przeżywała inną „epidemię" — ataków rekinów. Magazyn Time opublikował we wrześniu artykuł tytułowy „Lato rekina" (ang. Summer of the Shark), a telewizje nieustannie relacjonowały kolejne przypadki ugryzień.

Wszystko zaczęło się od dramatycznej historii 8-letniego Jessiego Arbogasta, któremu rekin odgryzł rękę u wybrzeży Florydy w weekend po 4 lipca. Wuj chłopca wyciągnął rekina na brzeg, a ratownicy odzyskali kończynę z jego paszczy. Historia była tak spektakularna, że media wysłały ekipy nad plaże i każde następne ukąszenie — nawet drobne — stawało się materiałem na główny serwis.

Rzeczywistość? Według International Shark Attack File prowadzonej przez Uniwersytet Florydy, w 2001 roku odnotowano 76 ataków rekinów na całym świecie — mniej niż 85 ataków w roku 2000. Liczba śmiertelnych przypadków spadła z 12 do 5. We Florydzie, „epicentrum" problemu, liczba ataków zmniejszyła się z 38 do 37.

George Burgess, kierujący bazą danych o atakach rekinów, komentował później: „To było raczej lato medialnego szału niż lato rekina. Normalnie odbieram około 300 zapytań od mediów rocznie. W lipcu, sierpniu i wrześniu 2001 udzieliłem ponad 900 wywiadów — więcej niż przez poprzednie trzy lata razem wzięte."

Dlaczego tak się stało? Lato 2001 roku było po prostu nudne pod względem informacyjnym — do czasu zamachów 11 września nie było wielkich tematów. Rekiny wypełniły próżnię. Ale w głowach milionów Amerykanów powstało trwałe przekonanie, że ryzyko ataku rekina dramatycznie wzrosło, choć statystyki mówiły coś zupełnie przeciwnego.

Jak to działa w praktyce?

Heurystyka dostępności wpływa na niemal każdą sferę naszego życia — od codziennych wyborów po wielkie decyzje biznesowe i polityczne:

Ocena ryzyka zawodowego. Jeśli w Twojej firmie niedawno doszło do wypadku przy pracy, przez następne tygodnie będziesz przeceniać prawdopodobieństwo podobnych zdarzeń — nawet jeśli statystyki wskazują, że Twoje miejsce pracy jest bezpieczniejsze niż przeciętne.

Decyzje inwestycyjne. Po krachu giełdowym wielu inwestorów wycofuje się z rynku dokładnie wtedy, gdy historycznie jest to najlepszy moment na zakupy. Świeża pamięć o stratach dominuje nad długoterminowymi statystykami.

Kupowanie ubezpieczeń. Badania ekonomistów behawioralnych pokazują, że ludzie znacznie chętniej kupują ubezpieczenie od klęsk żywiołowych tuż po tym, jak taka klęska miała miejsce — mimo że prawdopodobieństwo kolejnej katastrofy nie wzrosło.

Ocena innych ludzi. Jeden spektakularny błąd współpracownika może zdefiniować Twoje postrzeganie tej osoby przez lata, przyćmiewając dziesiątki udanych projektów. W eksperymentach Kahnemana i Tversky'ego uczestnicy uznawali, że na liście jest więcej osób tej płci, która była reprezentowana przez sławne nazwiska — mimo że faktycznie było ich mniej.

Strach przed przestępczością. Media relacjonują brutalne przestępstwa znacznie częściej niż kradzieże czy oszustwa, choć te drugie są statystycznie wielokrotnie częstsze. Efekt? Ludzie przeceniają ryzyko napaści, a jednocześnie lekceważą bardziej prawdopodobne zagrożenia.

Pułapki i ograniczenia

Heurystyka dostępności nie jest zawsze błędem. Ewolucja wyposażyła nas w nią z dobrego powodu — jeśli nasi przodkowie widzieli, jak ktoś zostaje zjedzony przez lwa przy wodopoju, rozsądnie było unikać tego miejsca. W prostym, lokalnym środowisku to, co łatwo przychodzi do głowy, często rzeczywiście jest ważne.

Problem pojawia się w świecie globalnych mediów i natychmiastowego dostępu do informacji. Dzisiejszy człowiek słyszy o każdym ataku terrorystycznym na świecie, o każdej katastrofie lotniczej, o każdym egzotycznym przestępstwie. Nasza pamięć zostaje zalana materiałem, który wcześniej nigdy by do nas nie dotarł. A mózg wciąż stosuje tę samą starą heurystykę: skoro łatwo to przypominam, musi być ważne i częste.

Sam Kahneman przyznawał, że świadomość tego mechanizmu nie daje automatycznej odporności: „Nie jestem optymistą co do możliwości, że ludzie mogą sami siebie pozbawić tego uprzedzenia. Ale przy heurystyce dostępności jest nadzieja — możemy się korygować, gdy zdamy sobie sprawę, że nasza ocena może być zniekształcona przez to, co ostatnio słyszeliśmy."

Podsumowanie

Heurystyka dostępności to niewidzialny filtr, przez który postrzegamy ryzyko. Media — nastawione na przyciąganie uwagi — naturalnie eksponują to, co dramatyczne, rzadkie i emocjonalne. Nasz mózg traktuje te relacje jako reprezentatywny obraz świata, choć jest to obraz fundamentalnie zniekształcony.

Co możesz zrobić? Gdy zauważysz, że podejmujesz decyzję pod wpływem silnej emocji lub świeżego wspomnienia z wiadomości, zatrzymaj się. Zapytaj: „Czy moja ocena ryzyka opiera się na statystykach, czy na tym, co łatwo mi przychodzi do głowy?" Czasem ta jedna chwila refleksji może uchronić Cię przed decyzją, która — jak przesiadka z samolotu do samochodu po 11 września — jest pozornie bezpieczna, a faktycznie zwiększa ryzyko.

Pamiętaj: Twój mózg nie jest zły. Po prostu używa narzędzi wykształconych w świecie, gdzie informacja rozprzestrzeniała się wyłącznie z ust do ust, w małej społeczności. Świadomość tego ograniczenia to pierwszy krok do mądrzejszych decyzji.